Każdy z nas został kiedyś zaskoczony nagłą prośbą o wsparcie. Różnie na nie reagujemy, ale pierwszą i spontaniczną reakcją wrażliwego i nie pozbawionego empatii człowieka, jest natychmiastowa chęć pomocy. Chęć ta przekłada się na wyciąganie z kieszeni drobnych pieniędzy i wręczanie ich proszącym.

Problemem żebrzących na ulicach zajmowało się już wiele osób, próbując sprawdzić, zbadać i przekonać się kto i o co tak naprawdę prosi. Z licznych obserwacji i badań wynika, że prawdziwa bieda, to znaczy nie posiadanie podstawowych środków do życia, rzadko kiedy bywa powodem wyciągania ręki po wsparcie. Mniej więcej dziesięć procent żebrzących robi to z powodu niedostatku. Po co więc żebrze cała reszta?

Akcje prowadzone przez dziennikarzy i naukowców, polegające na wcieleniu się w osoby żebrzące pokazują, że proszenie o drobne datki na ulicach miast, może być i najczęściej jest źródłem całkiem grubych dochodów. Osoba zbierająca pieniądze w dobrym miejscu, to znaczy na dworcu, rynku lub deptaku, potrafi uzbierać kilkadziesiąt złotych na godzinę. Oczywiście bywają godziny lepsze i gorsze, ale w skali całego dnia, tygodnia i miesiąca, pieniądze uzbierane w ten sposób przewyższają znacznie najniższą pensję. Wypraszanie drobnych datków nie jest więc sposobem na przeżycie, to specyficzny sposób zarabiania niemałych pieniędzy.

Kulisy żebractwa

To co widujemy za dnia jest najczęściej świetnie sporządzonym i doskonale przemyślanym obrazem, mającym działać na wyobraźnię przechodniów, klientów dużych sklepów, podróżnych i kierowców. I działa. Bo jak ma nie działać, gdy pchając pełny wózek z zakupami, wychodząc z dworcowej restauracji, czy idąc ulicą widzimy człowieka w łachmanach lub chorego mówiącego, że nie ma co jeść, gdzie spać i z czego żyć. Jak grom z jasnego nieba uderza nas wówczas poczucie winy, że oto nam jest tak dobrze, kupujemy, podróżujemy, korzystamy z rozrywek itp. A tymczasem ktoś inny nie ma co włożyć do ust. Porażenie tą myślą jest tak silne, że sami nie wiedząc kiedy, dajemy choć trochę z tego co mamy… Po zmroku wszystko się zmienia. Wiedzą to pracownicy barów dworcowych, kasjerki hipermarketów i późni bywalcy różnych miejsc. Pod kościoły, sklepy, dworca i place podjeżdżają samochody, które zbierają grupy zawodowych zbieraczy pieniędzy. Do kas sklepowych podchodzą zbieracze z torebkami foliowymi pełnymi monet dwuzłotowych, które teraz można wymienić na grubsze banknoty. Do lad barów dworcowych podchodzą biedacy, którzy płacą banknotami stuzłotowymi za sute posiłki. Bywa i tak, że osoby chore zdrowieją nagle i o własnych siłach idą do domu. W sporadycznych przypadkach obserwowano także likwidację sztucznych ran i sińców. Następnego dnia spektakl zaczyna się na nowo.

Jak reagować

Nie daj się porwać pierwszemu impulsowi, który popycha cię do dania komuś pieniędzy. Fakt, nie zbiedniejesz jeśli dasz komuś złotówkę, ale dając ją nie przyczyniasz się do zmniejszenia się zjawiska żebrania na ulicach. Wręcz przeciwnie: póki dajesz, póty warto zaczepiać cię w sklepie, na parkingu, przed kościołem, na dworcu i na ulicy.

Jeśli chcesz wesprzeć naprawdę potrzebujących w swoim mieście i zrobić to mądrze, dowiedz się, gdzie są miejsca, w których można bezpłatnie otrzymać jedzenie. Gdy ktoś cię zaczepi, informuj rzeczowo i życzliwie, że za darmo można zjeść tu i tam. Zamiast dawać pieniądze, dawaj coś do jedzenia lub proponuj, że zrobisz zakupy. Ktoś naprawdę potrzebujący będzie ci wdzięczny.
Jeśli jesteś nagabywany na parkingu jakiegoś sklepu, za każdym razem zgłaszaj to w sklepie. Ilość skarg klientów sprawia, że zarządzający sklepami eliminują zjawisko wymuszania pieniędzy na parkingach. Nie ulegaj wzruszającym widokom dzieci trzymanych na rękach lub proszących o datki. To pułapka, w którą wpada większość z nas. Nie reaguj na ich prośby lub zgłoś obsłudze, że cię zaczepiają.

Pamiętaj: współczesne żebractwo to wyrafinowana forma działania na twoją wrażliwość i wyobraźnię. Przeważająca większość żebrzących ma się nie gorzej od ciebie. Żebractwo XXI wieku to dobrze prosperujący business i tak będzie, dopóki pozwolimy mu prosperować, łagodząc napięcie wywołane widokiem biedy, drobnymi datkami.